01:20

Jesienny komplet dla małego liska

Jesienny komplet dla małego liska
No i pierwszy miesiąc w roli rodziców za nami.
Raz lepiej raz gorzej, ale generalnie do przodu ;) Mnie się w sumie wszystkie dni zlewają w jedno i upływ czasu widać jedynie po tym jak pierworodny rośnie i jest coraz cięższy :)

Jak chyba każda szyjąca mama poczułam potrzebę uszycia czegoś dla mojego dziecka.
Tym razem chciałam uszyć koc i poduszkę dla małego liska.

Wszędzie gdzie szukałam inspiracji wraz z bawełną idzie w parze polar minky.
Nie przepadam za minky.

Kupiłam jeden koc właśnie z tego polaru i po paru tygodniach testowania uważam, że przede wszystkim jest za śliski przez co maluch owinięty w taki kocyk (i np noszony na rękach) bardzo się przesuwa. Uważam też, że taki polar w sumie to nie jest zbyt ciepły... Naczytałam sie też jak to cieżko się go szyje. No ostatecznie tak bardzo mi się "przejadły" te wszystkie komplety z minky, że tę tkaninę odrzuciłam od razu.
Wiem jakoś tak nie ma czasie jestem w tym temacie, ale mówię...
NIE dla minky w moim domu.

Szukałam dalej.
Kocyk miał być ładny, praktyczny i dość ciepły.

A co ze "zwykłym" polarem?
Stary dobry polar z którego bluzy były tak ciepłe, że biegając po lesie w środku nocy podczas jakiejś terenowej gry na harcerskim biwaku (wieki temu!) nie było mowy o przeziębieniu!

Gramatura polaru 400g - zamówione na allegro (parę kolorków z zamiarem uszycia jeszcze kilku czapek kominów i rękawiczek na zimę dla mnie i mojego niemęża :) i na pewno jeszcze od nich jakiś polar domówię, super jakość.
Chcecie linka do aukcji? Proszę bardzo: KLIK

Liskową bawełnę też zamówiłam gdzieś na allegro - cóż, nie jestem teraz zbyt mobilna, preferuję dowóz towaru pod dam nos :)

No i na raty zaczęłam szyć.
Powiem jedno po miesiącu bycia mamą. Już nigdy nie odłożę niczego "na później".
Teraz wiem, że jeśli nie zrobie czegoś TERAZ (kiedy śpi) to już najpewniej nie zdążę tego zrobić w innym czasie :D

A oto efekty mojej pracy:





Przód poduszki:


Tył:


Kocyk nie ma zadnego wypełnienia, jest zwyczajnie połączeniem polaru i bawełny, natomiast poduszeczka ma szymboliczne wypełnienie grubości około 1cm.

Co o takim komplecie myślicie?
Komentujcie!


Zgłaszam swoją pracę do Linkowego Party #6  na blogu Mama mi szyje :)



03:29

Życie do góry nogami i Liebster Blog Award

Życie do góry nogami i Liebster Blog Award
Historia zaczyna się tak:

...Szyłam swetropłaszcz z wrześniowej Burdy.
Szyłam i szyłam, uparłam sie, że zrobie z niego płaszcz dwustronny, bo nie mogłam zdecydować się na tkaninę czy jedna czy druga ładniejsza.
Wiec szyłam, prułam i znów szyłam... na raty. Pomiędzy innymi domowymi zajęciami, zakupami wyprawkowymi, słoikowaniem przetworów na zimę i robieniem syropów z czarnego bzu i aronii.



Kiedy już zdecydowałam, że ten dzień kiedy płaszcz skończę jest dzisiaj okazało sie, że nic z tego, bo zaczęły mi odchodzić wody płodowe. Wszystko wskazywało na to, że pierworodny ciśnie się już na świat :)

6.10.2015 o godzinie 1:35 już tuliłam w swoich ramionach małego Henryka
3000g i 51 cm czystego szczęścia!

Więc sami rozumiecie, że póki co prace szyciowe odeszły na dalszy plan ustępujac miejsca karmieniu, przewijaniu, kąpaniu i usypianiu :) Z każdym dniem lepiej, byle by gładko przeżyć te pierwsze trzy miesiące, potem już poleci z górki ;)
Póki co wszystko stanęło na głowie.

Ale plaszcz skończę, jak tylko znajdę siły na to aby usiaść przy maszynie (a nie tylko odsypiać zarwane noce).

Ale w międzyczasie kiedy takie ważne sprawy miały miejsce u mnie w życiu przybyło mi nieco obserwatorów bloga i polubień strony na facebooku (KLIK) co niesamowicie mnie cieszy.
Najmilsze czekało jednak w komentarzu na blogu.

Black Candy Productions nominowała mojego bloga do Liebster Blog Award.



Co to jest? Oto definicja:


Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.


Pytania Black Candy Productions i moje odpowiedzi na nie:

1. Wyłowiłaś ze stawu złotą rybkę i spełni ona jedno Twoje życzenie (nie, nie trzy, kryzys jest). Co by to było?
Przede wszystkim to jakie jedno? Potarguję się i będą trzy. Życie ma swoją cenę. Cóż, albo trzy życzenia albo złota rybka z grilla, a ja jestem smakoszem ryb ;)
Więc pierwsze życzenie może zabrzmi górnolotnie, ale chcę żeby wszystkie istoty były szczęśliwe. To rozwiązuje wszystkie problemy. Szczęśliwi ludzie robią dobre rzeczy dla innych, a inni robią więcej dobrych rzeczy dla nich i dzięki temu stają się jeszcze szcześliwsi :) Koło się nakręca.
Po drugie chcę dostać taki (w pełni legalny i nie uzależniający) napój regenerujący siły w ciągu dnia, żeby można było w 200% wykorzystać te 16h przeróżnych obowiazków, pracy, wyzwań i nie czuć zmęczenia - żeby móc też znaleźć czas na szycie w tym całym kołowrocie dnia codziennego. I przede wszystkim żeby znaleźć odpowiednio dużo czasu dla bliskich, żeby dawać im do zrozumienia że są dla mnie najważniejsi, najcenniejsi i że jestem ogromną szczęściarą, że ich mam.
I po trzecie więcej cierpliwości i spokoju :)

2. Ulubiona bajka z dzieciństwa (książka, kreskówka, cokolwiek)
Uwielbiałam "Gumisie" i "Troskliwe Misie" - rodzice nagrywali mi na kasetach VHS odcinki emitowane w TV, a potem je non stop w kółko oglądałam.

3. Możesz spędzić wakacje w dowolnym miejscu na świecie. Gdzie byś pojechała?
Do Nepalu zachaczając na chwilę o Indie (żeby odwiedzić Bodh Gaya). Dziewicza przyroda, budddyzm i szczęśliwi ludzie. Plan był, żeby udać się tam w tym roku, ale okazało sie, że jestem w ciąży, a potem nastąpiły te ogromne trzęsienia ziemi. Ale za parę lat się tam na pewno wybierzemy z pierworodnym. 
Poza tym chętnie wróciłabym jeszcez odwiedzić Islandię, kocham jej stolicę Reykjavik i całą atmosferę tej odległej wyspy złożonej z lodu i ognia.

4. Twój ulubiony sposób na spędzenie wolnego wieczoru to…
Obecnie po urodzeniu Henia to... sen.
Wcześniej dobre jedzenie z kieliszkiem dobrego wina domowej roboty i dobry film obejrzany z moim lubym - pewnie za parę tygodni wrócimy do tej tradycji (z wyłączeniem kieliszka wina).

5. Z czego w swoim życiu jesteś najbardziej dumna?
Z pracy jaką wykonałam nad swoim charakterem, dzięki czemu bardziej w siebie wierzę i stawiam sobie poprzeczkę zawsze ciut wyżej niż wydaje mi się, że doskoczę. 
I z tego, że dwa tygodnie temu urodziłam przepieknego syna :)

6. Kto jest twoim ulubionym artystą (dowolnego rodzaju – muzyk, malarz, pisarz itp)?
Pisarsko Stanisław Lem
Muzycznie zespół The Beatles
Filmowo Quentin Tarantino

7. Kawa czy herbata?
Jestem zdecydowanie kawoszem. Czarna, bez cukru, najlepiej z ekspresu ciśnieniowego... mmmm...
Zieloną herbatą natomiast wcale nie pogardzę.

8. Morze czy góry?
Kocham morze, jego uspokajający szum, samą obecność wody po horyzont, choć odczuwam wobec niej lęk i nie potrafię za bardzo pływać. Pobyt nad morzem mnie relaksuje.
Góry to bardzo energetyczne miejsca. Uwielbiam obecność gór, bo silnie motywują i ładują akumulatory. Świerze powietrze o świcie samo pcha mnie do działania.
Czyli 50/50 :)

9. Jesteś rannym ptaszkiem czy sową?
Kiedyś byłam sową. Włóczykijem. Nocnym markiem.
Dorosłam, dojrzałam i zdecydowanie teraz jestem rannym ptaszkiem. Wstając wcześnie rano jestem w stanie więcej w ciągu dnia zrobić.
Choć od czasu do czasu też się jeszcze zdarzy zarwać noc :)

10. Co robisz, kiedy w domu nie ma prądu?
Zapalam świece i lampę naftową.
A potem robię herbatę i po prostu rozmawiamy z moim lubym o wszystkim co nam przyjdzie do głowy. Rozmowa, czasem ludzie tak mało ze sobą rozmawiają, a to przecież takie ważne :)

11. Co zmotywowało Cię do założenia swojego bloga?
Kiedy zaszłam w ciążę, mój brzuch zaczął się robić widoczny, a ja zaczęłam myśleć o przejściu na L4 zaparłam sie w sobie i kupiłam maszynę do szycia (choć wcześniej z szyciem nie mialam w ogóle do czynienia) i jak ją tylko dostałam uszyłam dwie poszewki i zapragnęłam powiedzieć całemu światu jak bardzo mnie satysfakcjonuje taka mała rzecz jak własnoręcznie wykonane coś. Wiedziałam, że dzięki komentarzom innych blogerek/blogerów mogę się wiele nauczyć i poprawić warsztat więc chyba to było moją największą motywacją. 
Lubię podnosić swoje kwalifikacje i poszerzać zainteresowania :)

Nominowane przeze mnie blogi posegregowane alfabetycznie:
http://ankaszyjebochce.blogspot.com/
http://biedronkoweszycie.blogspot.com/
http://handmadebykc.blogspot.com/
http://krymal.blogspot.com/
http://maria-tamara-moda-i-szycie.blogspot.com/
http://mamusiaiblanusia.blogspot.com/
http://rozniscieizserduchem.blogspot.com/
http://sisiwasabi.blogspot.com/
http://szwaczanka.blogspot.com/
http://szyciowaprzygoda.blogspot.com/
http://wymyslonepodpatrzone.blogspot.com/

Nominuję, bo cenię powyższe blogi i lubię na nie zaglądać. Oczywiście jeśli któraś była kiedyś wcześniej nominowana, albo zwyczajnie nie ma ochoty się bawić - rozumiem i sie nie obrażę :)

I pytania ode mnie:

1. Do czego masz słabość w życiu, czego nie potrafisz sobie odmówić?
2. Jaki film oglądałaś ostatnio? Podobał Ci się?
3. Co robisz kiedy masz gorszy nastrój i chcesz go poprawić?
4. Jaką cechę charakteru lubisz w sobie najbardziej? 
5. Wszystko co planujesz starasz się robić od razu czy raczej odkładasz "na później"?
6. Najpyszniejsza potrawa jaką w życiu jadłaś? Gdzie to było, kto ją przygotowywał?
7. Lubisz wychodzić na imprezy czy wolisz spędzać czas w domu?
8. Gdybyś mogła osobiście spotkać i porozmawiać z jakąkolwiek osobą na świecie (nie ważne czy jeszcze żyje czy już nie) to kto by to był?
9. Czego zupełnie nowego ostatnio się nauczyłaś?
10. Masz jakieś ciekawe/dziwne zwyczaje, nawyki, codzienne rytuały typowe tylko dla Ciebie?
11. Co Cię ostatnio rozbawiło?

Dziękuję wszystkim którzy obserwoja mojego bloga i czasem wpadają zostawić komentarz - każdy jest dla mnie ogromnie cenny.
Aż chce się szyć!

01:41

Przeróbka męskiej koszuli na spinki - zwężanie i skracanie.

Przeróbka męskiej koszuli na spinki - zwężanie i skracanie.
Oj dawno mnie tu nie było... Okrągły miesiąc!

Biję się w piersi, ale przejście na zwolnienie i przygotowania do powitania na świecie pierworodnego przysłoniły mi działania w ostatnich czterech tygodniach. Na szczęście nie były one tak bardzo szyciowo bezczynne gdyż podjęłam się przeróbki koszuli dla mojego lubego.

Koszula na spinki. Wylowiłam ją w gąszczu innych, licznych, meskich koszul. A nie łątwo jest wykopać w second handzie koszulę na spinki właśnie. Guziki (i farmerskie kratki) królują. Chciałam elegancką niepowtarzajną rzecz, która pasowałaby do perłowych spinek, które niedawno podarowałam lubemu na urodziny.
Koszula okazała się ogólnie mówiąc za duża, ale ze zwględu na materiał MUSIAŁAM ją kupić.
Zdjecia tego szczególnie nie przedstawiają, ale materiał jest fioletowo-niebieski, utkany tak, że pod różnym kątem widzimy różne odcienie.

Najpierw myślałam, ze będzie duuużo prucia, kombinowania, szpilkowania itp, ale właśnie nie!
Parę przymiarek, dokładne fastrygowanie (pierwsze w moim życiu!) i proszę! Zobaczcie co z tego wyszło:


Po pierwsze ustalenie jak bardzo trzeba koszulę zwęzić i skrócić. Na obwodzie wysło nam w sumie około 10cm. Zaznaczyłam mydełkiem krawieckim, po bokach lekko łukowate linie zeby osiagnać efekt taliowania. Przeszpilkowane i przefastrygowane.


Zupełnie bez stresu zaznaczyłam też zwężenie rękawów i tak samo przeszpilkowałam i przefastrygowałam - a już po pierwszej przymiasce usłyszałam, że "leży idealnie"! :)

 Zamiast pruć i utrudniać sobie pracę po prostu przeszyłam koszulę przy fastrydze ściegiem prostym, następnie zygzakiem zaraz obok (żeby materiał sie nie strzępił) i obcięłam nadmiar materiału.


 pod pachą:




No i mankiet. Nie było wyjścia, jego też należało skrócić. Trochę więcej kombinowania, ale to sama przyjemność.


I mankiet po przeróbce :)



Muszę się pochwalić: Skracajac koszulę, podwinęłam materiał i podsyłam go na prawdę równo - zawsze to był "dramat", nie trzymałam linii prostej, istne fale morskie, a tutaj na prawdę się udało :D I zostało to zauważone i docenione!!

Koszula jest dość krótka, bo będzie noszona na spodnie, a nie wciskana do spodni. Z resztą częściej pewnie noszona do ukochanych jeansów z Diesla niż materiałowych spodni :)

Przeróbka oceniona przeze mnie na udaną - luby już dzisiaj w nią rano wskoczył i pojechał do pracy :) Niestety nie pozwolił sobie zrobić zdjecia prezentujacego koszulę na jego sylwetce - a na prawdę leży idealnie - do schrupania! :D

Podsumowując mamy dwa zdjęcie przed i po:


A co wy uważacie na temat tej przeróbki?
Udało się?
A moze zainspirowałam was do zrobienia niespodzianki swoim mężczyznom na nadchodzący "dzień chłopaka"? :)
Zapraszam do komentowania!

03:40

Letnie przesilenie...

Letnie przesilenie...
Post taki trochę o życiu i trochę o szyciu.

Ostatnimi czasy nie mam za bardzo czasu, żeby szyć. Obwód brzucha zwięsza się dość szybko, jest już 91cm, dwa miesiące do porodu.
Czuję się jak młody wieloryb.
W nocy budzę się z braku tchu - mały uciska mi na przeponę, wieczne parcie na pęcherz no i każda pozycja niewygodna - mimo poduszki wciśniętej pomiędzy kolana.

Końcówka sierpnia jest ciężka... Dodatkowo dopinam ostatnie tematy w pracy, szkolę pracownika majacego mnie zastąpić przez następne 14 miesięcy, czyli do czasu aż skończy mi sie urlop macierzyński&rodzicielski.
Jeszcze parę dni i przechodzę na L4 - moze wtedy się nieco rozluźnię...

Bo obecnie jestem wręcz maruda nie do zniesienia.
Mój biedny partner ledwo trzyma nerwy na wodzy, a ja non stop narzekam na... wszystko :)
Może porcja pocieszającego, poprawiajacego humor arbuza pomoże?
Jak nie pomoże to ja już nie mam innych pomysłów :)



I żeby nie było tak zupełnie bez szycia...
Adekwatnie do okresu żniw i zjawiska uciekania myszy z pól do naszych wiejskich domostw w celu znalezienia sobie nowego domu, uszyłam taką oto myszkę:



Tak maleńkiego uszytku jeszcze nie robiłam wiec proszę o wyrozumiałość.
Mialam ochotę zrobić jakąś małą przytulankę/zabaweczkę no i powstała taka mała mysia ze skrawków materiałów.

Na grzbiecie wyszyłam serduszko, a ogonek to warkoczyk zapleciony z włóczki:



A posiłkowałam sie tylko zdjeciem znalezionym kiedyś na Pintereście: KLIK
Oczywiście mój gryzoń zdecydowanie odbiega od wzoru, ale może dlatego, że to Polska myszka, a te z wykroju to jakiś zagraniczny gatunek :)

Pozdrawiam was ciepło, acz już nie upalnie - miejmy nadzieje, że te nieprzyzwoicie wysokie temperatury są już za nami.




03:06

Pastelowy Mistrz Karate

Pastelowy Mistrz Karate
Jako, że ostatnio "dorobiłam się" trzech numerów Burdy, postanowiłam skorzystać z wykrojów i coś wreszcie uszyć!

Najpierw planowałam sukienkę gdyż jestem w posiadaniu ślicznej zielonej tafty - idealnie nadającej się na elegancką kieckę :)
Ale kiedy przeanalizowałam poziom trudności stworzenia takiej, którą upatrzyłam sobie w Burdzie... zdecydowałam, że sukienkę uszyję za parę miesięcy :P

Nigdy wcześniej nie korzystałam z wykrojów tak na prawdę...
W sumie nie dziwota skoro mam w rękach maszynę do szycia od niecałego miesiąca, a wcześniej doświadczenia zero :)

Dostałam natomiast niedawno kilka kolejnych, za dużych koszul nocnych :)
Wzór na tkaninie aż sam się prosił, żeby stworzyć z tego jakiś uszytek da dziecka.

Tym sposobem w miniony weekend powstał komplecik: Kaftanik i spodenki.

Kaftanik kojarzy mi się bardzo z koszulą noszoną przez zawodników karate. Pasuje mi takie skojarzenie bo oba ciuszki będzie nosił mój jeszcze nienarodzony syn, obecnie lokator mojego coraz większego brzucha, a nikt nie kopie tak jak on!
Chyba, tylko sam Bruce Lee tak kopał... :)

Piosenka tematyczna: KLIK :)

Efekty zobaczcie poniżej :

Pastelowy, chmurkowy komplecik z przodu:




 i z tyłu:



 Kaftanik:




Jeśli chodzi o wewnętrzne zapięcie zdecydowałam się na małą napkę:



Spodenki od tyłu:


Poszalałam z maleńką uśmiechniętą kieszonką chmurką:



Cały komplecik PASTELOWEGO MISTRZA KARATE zgłaszam do wyzwania Szuflady "PASTELE"



Jak tylko zobaczyłam kolory tkanin wiedziałam, że komplet powstanie specjalnie do tego Wyzwania :)
Banerek dostępny cały czas znajduje się na pasku bocznym :)


No i co myślicie o takim komplecie? :)

Zapraszam też do polubienia mnie na Facebooku :) KLIK

00:16

Przeróbka koszuli nocnej na koszulę do karmienia

Przeróbka koszuli nocnej na koszulę do karmienia
Kolejny "uszytek", z którym dosłownie walczyłam przez parę ostatnich dni.
Od szwagierki dostałam trochę ciuszków dziecięcych, a także jej koszule nocną. Była zdecydowanie za długa i za szeroka, ale skoro taka właśnie była, pomyślałam,że mogę na niej poeksperymentować.
Taaak.
Na rozciągniętej spranej bawełnie szyje się jak po grudzie...

Parę dni temu zupełnie rzuciłam na wpół wykończoną przeróbkę w kąt.
Ale wczoraj mój luby, który bardzo mi kibicuje i lubi być na bieżąco z tym co tym razem uszyłam, namówił mnie na tą ostatnią próbę podejścia do tego tematu. Zasugerował jedno rozwiązanie, spróbowałam i coś z tego wyszło.

Nie jestem zadowolona z efektu końcowego, oj nie... Ale w końcu w tej koszuli będę chodzić tylko po domu, a raczej siedzieć na kanapie z maluchem przy karmieniu.

Wiec co mi tam! Pokażę wam co z tego wyszło.

Postanowiłam sobie stworzyć prostą koszulę do karmienia z rozcięciem z przodu zapinanym na napy.

Oto jak wyglądała koszula zanim cokolwiek z nią zrobiłam. Ledwo wyprostowałam wyprasowany już materiał, bo z każdej strony się fałdował i był mocno nierówny - zwyczajnie porozciągany i sprany.

Najpierw wyszyłam z całej koszuli dwie części odpowiadające moim wymiarom wszerz:


Wyglądało to całkiem obiecująco. Wycięłam zatem dekolt:



I tu zorientowałam się jak wielki błąd popełniłam. Zaczęłam ciąć zanim pomyślałam :)
Zamiast wyciąć dekolt tylko w materiałach przeznaczonych na przód, to ja wycięłam go wszędzie. Efektem czego uzyskałam niepotrzebny dekolt na plecach...

Starałam się mimo wszystko nie przejmować wiec poszłam dalej.
Ucięłam rękawki, mniej więcej na oko i je podwinęłam. Żeby się nie wywijały zszyłam  ręcznie w czterech miejscach i zaprasowałam jak widać na powyższym zdjęciu.

Później wszyłam żółtą lamówkę w miejsce gdzie miało być rozcięcie i obszyłam dekolt.



I od tego momentu zaczęły się schodki... Chciałam zszyć materiał z przodu po długości, ale był tak porozciągany, że za każdym razem spinałam nierówno i z prawej albo lewej strony wychodziło za mało materiału.
W końcu zszyłam asymetrycznie. Tył poszedł już lepiej, ale co z tego skoro z przodu powstało marszczenie i nieładnie to wyglądało...

Poza tym kiedy ją założyłam okazało się ze dekolt z tyłu to jakiś dramat! Rękawki ciągle zsuwały mi się z ramion, dekolt był za głęboki i w ogóle bez sensu :) Porażka.

I tutaj pojawia się Superhero - mój kochany partner, który mnie motywuje do jeszcze jednej próby i działania!

Wszywam więc w miejsce dekoltu z tyłu kawałek materiału. Białego niestety, ale nie wyglądało to źle. Przynajmniej był sztywny i bawełniany, a nie porozciągany :)
Z przodu w sześciu miejscach zrobiłam zaszewki, żeby nieco zmniejszyć dekolt.


No i efekt końcowy, nie do końca mnie zadowalający, ale powiedzmy, że ujdzie wygląda na mnie tak:


Przeróbek mam dość na jakiś czas:)

09:47

Jak wybierałam maszynę do szycia, oraz promocja w Lidlu!

Jak wybierałam maszynę do szycia, oraz promocja w Lidlu!
Dylemat dotyczący kupna odpowiedniej maszyny to był mój największy dylemat ostatnich lat.
Nawet nad samochodem się tyle nie zastanawiałam co nas maszyną do szycia!!

Najciekawsze zestawienie propozycji maszyn znalazłam na blogu u Long Red Thread (KLIK)
Z tym, że lista pochodzi z posta sprzed dwóch lat - ceny poszły sporo w górę, pewne maszyny nie występują już w sprzedaży, a parę interesujących się na rynku pokazało.

Czym kierowałam się przy wyborze maszyny:
- szycie do tyłu
- ścieg zygzakowy
- obszywanie dziurek na guziki (cyklem cztero- lub jednostopniowym)
- regulowana szerokość ściegu
- ściegi elastyczne
- koszt!! 300-500zł
- metalowe wnętrze maszyny (podzespoły)

Wszelkie maszyny typu JUKI HZL-12Z czy Janome SewMini Deluxe odpadły w przedbiegach. Nie są to złe maszyny do szycia, ale wiedziałam, że dokładając stówkę więcej mogę mieć ogromną różnicę w jakości pracy na sprzęcie, a byłam w stanie wydać i te 500zł byleby maszyna posłużyła mi dłużej i w miarę pogłębiania moich umiejętności za mną "nadążała". Poza tym Juki na pewno jest porządna, ale w jej cenie znalazłam dużo więcej maszyn w większa liczbą funkcji.

Łuczniki też wyeliminowałam z poszukiwań odkąd dowiedziałam się, że najczęściej mają plastikowe podzespoły i się "sypią" przy użytkowaniu. Poza tym są głośne i w całości produkowane w Chinach.

Juki polecił mi znajomy posiadający firmę szwalniczą. Mają profesjonalny sprzęt i tylko marki Juki. Bardzo polecał, twierdził że są mało awaryjne, a jak już coś się w zakładzie popsuje to serwis działa błyskawicznie, a podzespoły tanie i wszędzie dostępne. Jednakże model posiadający interesujące mnie funkcje czyli Juki HZL-29Z kosztuje prawie 700zł :) Póki co odpada.

Janome  - japońską firmę poleca wiele blogerek, więc wzięłam również parę modeli pod lupę.

Bardzo się uparłam na markę Singer choć wiele głosów słyszałam, że to już "nie jest to, co stary Singer produkowany w Niemczech".
Dogłębnie sprawdziłam funkcje i opinie w internecie na temat modeli 2250 i 8280 Obie mają bardzo dobre opinie użytkowników (choć jak to z Singerami - modele są nierówne, czasem trafi się jakaś trefna sztuka, trzeba uważać).
Funkcjami różnią się niewiele, obie mają czterostopniowy system obszywania dziurek, regulację szer. i dł. szwu, ścieg wsteczny :
Singer 8280 - posiada 7 ściegów, kosztuje około 450zł (ceneo)
Singer 2250 - posiada 10 ściegów, kosztuje około 370zł (ceneo)

Jakoś mnie to nie przekonywało całkowicie. Z dwojga Singerów wzięłabym 2250, ale szukałam dalej i dalej, głębiej i głębiej. Znajdowałam kolejny model i kolejny. Wertowałam opinie na Ceneo, Opinieo, a później już tylko na Amazonie, choć mój angielski nie jest perfect to zasięgnięcie informacji właśnie stamtąd dało mi chyba największy ogląd sprawy.

Maszyny, które ostatecznie dla mnie zasługiwały na znalezienie się w półfinale to:

1. SilverCrest z Lidla 


Cechy:
- 33 ściegi użytkowe (!) w tym owerlokowy i ściegi ozdobne
- czterostopniowe obszywanie dziurek
- regulowane napięcie nici górnej i (uwaga) dolnej
- dołączone liczne akcesoria
- cena około 350-400zł
- bardzo pozytywne opinie blogerek i innych użytkowniczek
- brak sztuk wystawionych na allegro typu: "odsprzedam używaną" - kto kupił ten nie chce się jej w żaden sposób pozbyć :)
- przepięknie wygląda :)

Największą wadą jest to, że nie ma jej w stałej sprzedaży! :)

2. Juno by Janome E1015
Ceneo: klik

Cechy:
-15 ściegów użytkowych w tym owerlokowy i ozdobne
- czterostopniowe obszywanie dziurek
- bardzo pozytywne opinie użytkowników i blogerek (ceneo)
- cena 499zł
- można ją dostać w tej cenie w mnogością dodatkowych akcesoriów, stopek szpulek, igieł, torby do transportowania maszyny plus wysyłka kurierem gratis 
(swoją drogą pięknie się firma Janome na naszym rynku usadowiła skoro taką maszynę z tyloma gratisami można spokojnie sprzedać z darmową wysyłką i jeszcze wychodzić z marżą na plusie - taka mała dygresja handlowa :))

3. Singer Simple 3221


Cechy:
- 21 ściegów użytkowych w tym owerlokowy, elastyczne i ozdobne
- jednostopniowy program obszywania dziurek na guziki (!!)
- automatyczne nawlekanie igły
- cena 540zł (tak wiem, że przekroczyłam budżet... ale 40zł to trzy paczki 
papierosów - a tyle potrafiłam w 6 dni wypalić przed ciążą - więc samo rozumiecie,
 że nie jest to oporowa kwota)
- opinie na Ceneo (klik) - dobre choć nieliczne
- opinie na Amazon (klik) - nie wszystkie pozytywne, ale kompetentne
- nie znalazłam opinii polskich blogerek na temat tej maszyny


Cóż wybrałam?
SilverCresta siłą rzeczy nie mogłam kupić, a szkoda, bo zrobiłabym to od razu. Jestem niecierpliwa i nie chciałam czekać nie wiadomo ile zanim się ten model w Lidlu pojawi. Mam w brzuchu małego lokatora, który za 3 miesiące mamusi za bardzo nie da czasu na szycie - musiałam mieć coś już teraz!
Janomki momo, że całkiem przyzwoita, nie wybrałam, bo tak mi mówiła intuicja... "Nie bierz Japoneczki, weź solidną Niemkę..." (choć wyprodukowaną w Wietnamie)

Więc wybrałam Singerkę 3221. Stwierdziłam, że zaufam marce i zobaczymy co z tego będzie. Bardzo lubię jednostopniowy automat do dziurek - mundurów szyć nie będę, ale miło jest po prostu nacisnąć pedał i patrzeć jak magia sama się wydarza :)
Testuję ją od 2 tygodni i nie zawiodła mnie póki co :P Ale jeśli mi się tylko  popsuje w tych dwóch latach gwarancji albo zaraz po upływie 2 lat to... niech lepiej nie próbuje :P
Więc do końca miesiąca zaciskam pasa i robię ładne oczy do mojego ukochanego :)
I jeszcze moja maszyna w naturalnym lisim środowisku życia:




A teraz moja osobista nutka goryczy, którą rozumie także Szyję bo Chcę
czyliii...

PROMOCJA od 30.07 W LIDLU NA SINGER TRADITION 2282 (klik)


Tak tanio...
Tyle funkcji...
3 lata gwarancji...
A ja 2 tygodnie temu kupiłam maszynę do szycia, 200zł droższą, która na pierwszy rzut oka niczym się od tej nie różni :D Ba! Ta lidlowa ma nawet więcej ściegów :)

Ale szybko się otrząsnęłam, bo nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem :)

Poza tym jest parę rzeczy dla mnie podejrzanych, które raczej zniechęcałyby mnie do zakupu.

Parę rad Lisa z doświadczeniem w handlu i zarządzaniu sprzedażą elektroniki:

W internecie znalazłam mało informacji, komentarzy, opinii o tej maszynie od użytkowników. Może to oznaczać, że ten model jest specjalnie dla Lidla wyprodukowany za grosze w Chinach i zwyczajnie będzie przez to awaryjny...

Ten model był w promocji Lidla rok temu jakoś w sierpniu/wrześniu, ale kompletnie nie ma recenzji użytkowników tej maszyny w internecie. Nie ma go też na stronie polskiego dystrybutora marki Singer czyli Arka AGD Radom. Wniosek? Według mnie prawdopodobnie dystrybucja zagraniczna specjalnie dla Lidla, a zatem wszelkie reklamacje to wysyłka za granicę. Gdzie? Ciężko powiedzieć. Pracownicy Lidla też chyba nie będę mieli na ten temat pojęcia. Można mieć tylko nadzieję, że bedzie to Europa a nie np. Azja...

Poza tym Singer w Polskim serwisie Arka AGD Radom daje zawsze 2 lata gwarancji. Lidl daje 3 lata - kolejny wniosek potwierdzajacy wcześniejsze obserwacje: reklamacji nie realizuje polski serwis - reklamacje realizowane są indywidualnie przez Lidla i ewentualne wymiany podzespołów w przypadku awarii nie muszą być realizowane na oryginalnych częściach. Jak działa serwis Lidla? Nie wiem, ale miałam do czynienia z wysyłką sprzętów (w moim przypadku elektroniki, laptopów, komputerów itp.) na reklamację. To nie są szybkie realizacje jeśli sklep sam realizuje gwarancję nie korzystając z autoryzowanych serwisów (tym bardziej gdy wysyła sprzęt reklamowany za granicę).

Z jednej strony to za takie pieniądze to aż żal nie kupić (jeśli ktoś się nosi z zamiarem zakupu) :)

Choć może warto poczekać miesiąc na SilverCrest? W internecie aż huczy od opinii, że Silverka niedługo będzie w Lidlach :)



03:37

Spódnica z koła na gumce

Spódnica z koła na gumce
Tak mnie rozochociły te dwie poszewki na poduszkę, ze zapragnęłam uszyć coś bardziej skomplikowanego, ale... nie z bardzo :)

Może spódniczkę? Może z koła?
Gdzieś w internecie przemknął mi pewnego razu tutorial z takową spódnicą i pomyślałam, ze to moe być dobry strzał

Niestety wszystkie jakie widziałam miały sztywny pas i wszyty zamek (do tego kryty!) - a to zupełnie odpadało...
Po pierwsze dlatego, że w ciąży moja talia z wklęsłej zrobiła się wypukła ;) A po drugie dlatego, ze nie chciała od razu się rzucać na wszywanie zamków.
Pozostała wiec opcja spódnicy na gumce i tak oto wyglądały moje zmagania twórcze:

1. Przede wszystkim ustalenie wymiarów.
Długość: Moja spódniczka miała być przed kolano więc jakieś 35cm - zakładając, że jeśli na gumce to nosze ją na biodrach. Plus 2 cm na szwy czyli 37cm
Szerokość: mierzona w najszerszym miejscu czyli... w pupie. Szczególnie jeśli robimy spódnicę ze sztywnej nierozciągliwej tkaniny tak jak w moim przypadku. Plus minus 95cm. Dodajemy 2 cm na szwy czyli 97cm.

2. Szczypta matematyki:

Materiał składamy na cztery części
Mamy obwód, ale nie mamy promienia, a on będzie nam potrzebny aby zrobić wykrój.
Korzystamy z przekształconego wzoru:
Czyli u mnie to wyglądało tak: r = 97/2*3,14 =  97/6,28 = 15,5 cm
Długość całkowita = 37 + 15,5 = 52,5cm

EDIT: zamiast się głowić i liczyć to dzięki Mgiełce Ściegiem do celu dowiedziałam się o specjalnej stronie z kalkulatorem który... przelicza wszystko za nas! klik

3. Odrysować i wyciąć

Najpierw cały materiał dokładnie wyprasować - ordnung muss sein ;) !
Potrzebne mi było tylko mydełko krawieckie i centymetr.
Na zdjeciu widać jak zostawiłam sobie spory zapas materiału na szew u góry.



A po rozłożeniu mamy takie oto dwa kawałki materiału.
Od razu wycięłam sobie paseczek szerokości gumki (plus zapas na szwy) o długości nieco większej niż mój obwód w biodrach:

4. Szycie!

Najpierw wykańczamy brzeg spódniczki.
Wiem, że jestem żółtodziobem, ale może właśnie dlatego uważam, że szpilkowanie i prasowanie to najlepsze co mogę zrobić aby ułatwić sobie pracę.
I zszywamy ściegiem prostym:


Następnie przykładamy materiał prawa strona do prawej i zszywamy boki spódnicy.
Ja od razu obrzuciłam zygzakiem obwód w biodrach (sama nie wiem czy nie lepiej było po prostu od razu wszyć pasek, aa zygzakiem obrzucić boki, może podpowiecie co lepsze?)


I wszywamy pasek. Najpierw przymierzyłam gumę i spięłam szpilkami w odpowiedniej odległości, żeby na pewno się zmieściła.
I ostatnie bziuuum na maszynie:



A efekt końcowy wygląda tak:




W białej buzce, face2face z obiektywem nie widać mojego brzucha! Ale zapewniam, że on tam jest... całe 90 cm w obwodzie :)

Proszę o komentarze, cenne uwagi, podpowiedzi, rady - za każdą jestem wdzięczna!

Copyright © 2016 Lisie Szycie , Blogger