07:33

Pierwsze lisy za kulisy...

Pierwszy wpis!

Sama nie wiem od czego zacząć dlatego podzielę tego posta na... podpunkty. Żeby było jaśniej i przejrzyściej. Zawsze kiedy nie wiem w co ręce włożyć robię sobie listę. Prostą listę z punktami "Do Zrobienia" i zawsze działa. A więc do dzieła!

1. Kto ja?

Ja jestem taki "all in one". Kobieta pracująca w firmie branży IT choć z wykształcenia jestem filmoznawcą (tak... można powiedzieć również, że krytykiem filmowym - jakkolwiek złowieszczo to brzmi). Jestem po prostu kinomanem/filmolubem/maniakiem filmowym - jak zwał tak zwał.
Całe życie mieszkałam w mieście, żeby parę lat temu wynieść się na wieś, uprawiać ogródek warzywny, plewić, sadzić, zbierać, słoikować. I wiecie co? KOCHAM TO. Nie ma lepszego resetu dla ciała i umysłu niż świeże powietrze, natura i trochę grzebania w ziemi.
A najlepszą nagrodą są później organiczne, zdrowe warzywa i owoce bez chemii :)

Jestem też w ciąży. W tym momencie w szóstym miesiącu, więc za około 3 miesiące zostanę mamą.
Podobno brzuch mam mały to też niektórzy myślą, że po prostu najadłam się gruszek ;) Ale prawda jest taka, że Henio jest już w drodze. Nie mogę się doczekać!


2. I co ja robię tu?

Tak na prawdę to sama nie wiem kiedy do głowy wpadła mi myśl, że chcę szyć. Chyba parę miesięcy temu. Od tamtego czasu przewertowałam wiele blogów w poszukiwaniu inspiracji. Skutkiem ubocznym takiego działania była narastająca obsesja pod tytułem: "Musze kupić maszynę do szycia!". Sam wybór marki i modelu okazał się ogromnym przedsięwzięciem... Oj... lekko nie było, ale...
Kupiłam.
5 dni temu :)
I jest to Singer 3221.
Ale o maszynie kiedy indziej.
Wcześniej nie miałam do czynienia z żadną maszyną do szycia. Moja mama miała (i ma do dziś!) ogromnego, ciężkiego, trzydziestoletniego Łucznika, który już ładnych parę lat temu szwankował. Dlatego też jako dziecko i nastolatka nie mogłam się "bawić w szycie", bo choćby przypadkowo mogłam coś poważnie popsuć, a to była jedyna maszyna w domu. A to czyniło ją cenną - tylko mama na niej szyła.

3. Mój pierwszy twór

Co by tu uszyć, żeby nie było zawodu w razie jak coś sknocę?
Odpowiedź była oczywista, Poszewkę na poduszkę!

Tym bardziej, że dwa jaśki z Leroy Merlin czekały już zdecydowanie za długo świecąc swoją flizelinową nagością. Poza tym wszelkie próby przytulenia się lub drzemki na takim jasiu skutkowały zjedzeniem paru gramów kłaczków owej flizeliny...

Szybka wycieczka do szafy na strych. Cel był jasny - najbardziej brzoskwinowo-pomarańczowy materiał jaki znajdę (miał pasować do pokoiku gościnnego). Et voila!


Prosty model na zakładkę - zamki błyskawiczne to jeszcze nie mój poziom wtajemniczenia.
Dodałam da perłowe guziczki, gdyż moja maszyna zaopatrzona jest w funkcję jednostopniowego, całkowicie automatycznego obszywania dziurek - aż żal nie skorzystać :)


Wymiary poduszki 40x40. 
Więc po prostu wycięłam prostokąt o wymiarach 42x90 - zostawiając zapas na szwy i rzeczoną zakładkę.
Nic prostszego, a efekt końcowy, choć nie jest idealny sprawił, że cieszyłam się jak dziecko! 
Od razu uszyłam i drugą, ta już poszła lepiej :)

4. Mój drugi twór

Wpadłam w amok. Musiałam jeszcze coś uszyć!
Coś potrzebnego, coś praktycznego...
Jest!
Igielnik na nadgarstek!
Tutorial znajdziecie tu: klik u Long Red Thread - mojej absolutnej szyciowej guru.

A oto mój koślawy kwiatuszek:


Nie jest ani super ładny, ani powalająco uroczy.
Ale spełnia swoją funkcję doskonale.
A że jestem wielką maniaczką szpilek - spinam dosłownie wszystko, wszędzie, kiedy się da, to taki igielnik jest nieoceniony! 


Myślę, że ochów i achów na dzisiaj wystarczy.
W każdym punkcie tego wpisu pałam  radością szycia.
Beginners joy!!

7 komentarzy:

  1. Oj jak ja lubię taki entuzjazm!! :D
    Poduszki (chociaż brzoskwiniowo-pomarańczowy to nie mój kolor) wyglądają bardzo schludnie :) Fajnie, że zrobiłaś je od razu na guziki, nie ma co zwlekać z takimi rzeczami, zwłaszcza, że masz taką funkcję w maszynie. Igielników na rękę się boję ;) mam za to magnetyczną miseczkę na.. gwoździe ;) Przy szpilkach sprawdza się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Magnetyczna miseczka na gwoździe to coś czego na pewno potrzebuje mój mężczyzna! A igielnik wypchałam włóknem poliestrowym tak obficie, ze bałam się, ze mi szwy rozerwie :) Wiec póki co się nie pokułam i nich tak zostanie. A entuzjazm nie ma granic. Już chciałabym na raz uszyć kopertówkę, przerobić koszule nocną na koszulę do karmienia, stworzyć dużą torbę na ramię, a nawet pokusić się o uszycie sukienki z Burdy - kupiłam śliczną zielononiebieską taftę i byłaby idealna! Ale wiem, ze do cierpliwych świat należy, wiec ostatnio poskracałam po protu wszystkie możliwe do skrócenia spodnie w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szyj dużo i chwal się często :)
    Fajny igielnik... chyba pora sobie taki sprawić, bo moje szpilki mieszkają w pudełku po kremie i boli prawie przy każdej wyciąganej szpilce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak entuzjastycznie :)
    O szyciu myślałam przez całą ciążę ale do decyzji o kupnie maszyny dojrzalam dopiero jak mój syn miał prawie trzy miesiące :) czyli niespełna miesiąc temu :P
    Teraz wiem, że nie zamieniłabym jej na nic innego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, widzę że że już połknęła Pani szyciowego bakcyla, jak na pierwsze prace są naprawdę ładnie wykonane, ma pani talent, prosze kontynuować swoją nową pasję, jestem pod wrażeniem.POWODZENIA !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serca za komentarz - to mnie bardzo motywuje do pracy twórczej :) Zapraszam też w przyszłosci :)

      Usuń
  6. Bardzo fajne te Twoje dzieła :) Też uszyłam sobie taki igielnik i to jako jedno z pierwszych rzeczy jakie wyszły z pod mojej maszyny. Również korzystałam z tego tutorialu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Lisie Szycie , Blogger