00:16

Przeróbka koszuli nocnej na koszulę do karmienia

Przeróbka koszuli nocnej na koszulę do karmienia
Kolejny "uszytek", z którym dosłownie walczyłam przez parę ostatnich dni.
Od szwagierki dostałam trochę ciuszków dziecięcych, a także jej koszule nocną. Była zdecydowanie za długa i za szeroka, ale skoro taka właśnie była, pomyślałam,że mogę na niej poeksperymentować.
Taaak.
Na rozciągniętej spranej bawełnie szyje się jak po grudzie...

Parę dni temu zupełnie rzuciłam na wpół wykończoną przeróbkę w kąt.
Ale wczoraj mój luby, który bardzo mi kibicuje i lubi być na bieżąco z tym co tym razem uszyłam, namówił mnie na tą ostatnią próbę podejścia do tego tematu. Zasugerował jedno rozwiązanie, spróbowałam i coś z tego wyszło.

Nie jestem zadowolona z efektu końcowego, oj nie... Ale w końcu w tej koszuli będę chodzić tylko po domu, a raczej siedzieć na kanapie z maluchem przy karmieniu.

Wiec co mi tam! Pokażę wam co z tego wyszło.

Postanowiłam sobie stworzyć prostą koszulę do karmienia z rozcięciem z przodu zapinanym na napy.

Oto jak wyglądała koszula zanim cokolwiek z nią zrobiłam. Ledwo wyprostowałam wyprasowany już materiał, bo z każdej strony się fałdował i był mocno nierówny - zwyczajnie porozciągany i sprany.

Najpierw wyszyłam z całej koszuli dwie części odpowiadające moim wymiarom wszerz:


Wyglądało to całkiem obiecująco. Wycięłam zatem dekolt:



I tu zorientowałam się jak wielki błąd popełniłam. Zaczęłam ciąć zanim pomyślałam :)
Zamiast wyciąć dekolt tylko w materiałach przeznaczonych na przód, to ja wycięłam go wszędzie. Efektem czego uzyskałam niepotrzebny dekolt na plecach...

Starałam się mimo wszystko nie przejmować wiec poszłam dalej.
Ucięłam rękawki, mniej więcej na oko i je podwinęłam. Żeby się nie wywijały zszyłam  ręcznie w czterech miejscach i zaprasowałam jak widać na powyższym zdjęciu.

Później wszyłam żółtą lamówkę w miejsce gdzie miało być rozcięcie i obszyłam dekolt.



I od tego momentu zaczęły się schodki... Chciałam zszyć materiał z przodu po długości, ale był tak porozciągany, że za każdym razem spinałam nierówno i z prawej albo lewej strony wychodziło za mało materiału.
W końcu zszyłam asymetrycznie. Tył poszedł już lepiej, ale co z tego skoro z przodu powstało marszczenie i nieładnie to wyglądało...

Poza tym kiedy ją założyłam okazało się ze dekolt z tyłu to jakiś dramat! Rękawki ciągle zsuwały mi się z ramion, dekolt był za głęboki i w ogóle bez sensu :) Porażka.

I tutaj pojawia się Superhero - mój kochany partner, który mnie motywuje do jeszcze jednej próby i działania!

Wszywam więc w miejsce dekoltu z tyłu kawałek materiału. Białego niestety, ale nie wyglądało to źle. Przynajmniej był sztywny i bawełniany, a nie porozciągany :)
Z przodu w sześciu miejscach zrobiłam zaszewki, żeby nieco zmniejszyć dekolt.


No i efekt końcowy, nie do końca mnie zadowalający, ale powiedzmy, że ujdzie wygląda na mnie tak:


Przeróbek mam dość na jakiś czas:)

09:47

Jak wybierałam maszynę do szycia, oraz promocja w Lidlu!

Jak wybierałam maszynę do szycia, oraz promocja w Lidlu!
Dylemat dotyczący kupna odpowiedniej maszyny to był mój największy dylemat ostatnich lat.
Nawet nad samochodem się tyle nie zastanawiałam co nas maszyną do szycia!!

Najciekawsze zestawienie propozycji maszyn znalazłam na blogu u Long Red Thread (KLIK)
Z tym, że lista pochodzi z posta sprzed dwóch lat - ceny poszły sporo w górę, pewne maszyny nie występują już w sprzedaży, a parę interesujących się na rynku pokazało.

Czym kierowałam się przy wyborze maszyny:
- szycie do tyłu
- ścieg zygzakowy
- obszywanie dziurek na guziki (cyklem cztero- lub jednostopniowym)
- regulowana szerokość ściegu
- ściegi elastyczne
- koszt!! 300-500zł
- metalowe wnętrze maszyny (podzespoły)

Wszelkie maszyny typu JUKI HZL-12Z czy Janome SewMini Deluxe odpadły w przedbiegach. Nie są to złe maszyny do szycia, ale wiedziałam, że dokładając stówkę więcej mogę mieć ogromną różnicę w jakości pracy na sprzęcie, a byłam w stanie wydać i te 500zł byleby maszyna posłużyła mi dłużej i w miarę pogłębiania moich umiejętności za mną "nadążała". Poza tym Juki na pewno jest porządna, ale w jej cenie znalazłam dużo więcej maszyn w większa liczbą funkcji.

Łuczniki też wyeliminowałam z poszukiwań odkąd dowiedziałam się, że najczęściej mają plastikowe podzespoły i się "sypią" przy użytkowaniu. Poza tym są głośne i w całości produkowane w Chinach.

Juki polecił mi znajomy posiadający firmę szwalniczą. Mają profesjonalny sprzęt i tylko marki Juki. Bardzo polecał, twierdził że są mało awaryjne, a jak już coś się w zakładzie popsuje to serwis działa błyskawicznie, a podzespoły tanie i wszędzie dostępne. Jednakże model posiadający interesujące mnie funkcje czyli Juki HZL-29Z kosztuje prawie 700zł :) Póki co odpada.

Janome  - japońską firmę poleca wiele blogerek, więc wzięłam również parę modeli pod lupę.

Bardzo się uparłam na markę Singer choć wiele głosów słyszałam, że to już "nie jest to, co stary Singer produkowany w Niemczech".
Dogłębnie sprawdziłam funkcje i opinie w internecie na temat modeli 2250 i 8280 Obie mają bardzo dobre opinie użytkowników (choć jak to z Singerami - modele są nierówne, czasem trafi się jakaś trefna sztuka, trzeba uważać).
Funkcjami różnią się niewiele, obie mają czterostopniowy system obszywania dziurek, regulację szer. i dł. szwu, ścieg wsteczny :
Singer 8280 - posiada 7 ściegów, kosztuje około 450zł (ceneo)
Singer 2250 - posiada 10 ściegów, kosztuje około 370zł (ceneo)

Jakoś mnie to nie przekonywało całkowicie. Z dwojga Singerów wzięłabym 2250, ale szukałam dalej i dalej, głębiej i głębiej. Znajdowałam kolejny model i kolejny. Wertowałam opinie na Ceneo, Opinieo, a później już tylko na Amazonie, choć mój angielski nie jest perfect to zasięgnięcie informacji właśnie stamtąd dało mi chyba największy ogląd sprawy.

Maszyny, które ostatecznie dla mnie zasługiwały na znalezienie się w półfinale to:

1. SilverCrest z Lidla 


Cechy:
- 33 ściegi użytkowe (!) w tym owerlokowy i ściegi ozdobne
- czterostopniowe obszywanie dziurek
- regulowane napięcie nici górnej i (uwaga) dolnej
- dołączone liczne akcesoria
- cena około 350-400zł
- bardzo pozytywne opinie blogerek i innych użytkowniczek
- brak sztuk wystawionych na allegro typu: "odsprzedam używaną" - kto kupił ten nie chce się jej w żaden sposób pozbyć :)
- przepięknie wygląda :)

Największą wadą jest to, że nie ma jej w stałej sprzedaży! :)

2. Juno by Janome E1015
Ceneo: klik

Cechy:
-15 ściegów użytkowych w tym owerlokowy i ozdobne
- czterostopniowe obszywanie dziurek
- bardzo pozytywne opinie użytkowników i blogerek (ceneo)
- cena 499zł
- można ją dostać w tej cenie w mnogością dodatkowych akcesoriów, stopek szpulek, igieł, torby do transportowania maszyny plus wysyłka kurierem gratis 
(swoją drogą pięknie się firma Janome na naszym rynku usadowiła skoro taką maszynę z tyloma gratisami można spokojnie sprzedać z darmową wysyłką i jeszcze wychodzić z marżą na plusie - taka mała dygresja handlowa :))

3. Singer Simple 3221


Cechy:
- 21 ściegów użytkowych w tym owerlokowy, elastyczne i ozdobne
- jednostopniowy program obszywania dziurek na guziki (!!)
- automatyczne nawlekanie igły
- cena 540zł (tak wiem, że przekroczyłam budżet... ale 40zł to trzy paczki 
papierosów - a tyle potrafiłam w 6 dni wypalić przed ciążą - więc samo rozumiecie,
 że nie jest to oporowa kwota)
- opinie na Ceneo (klik) - dobre choć nieliczne
- opinie na Amazon (klik) - nie wszystkie pozytywne, ale kompetentne
- nie znalazłam opinii polskich blogerek na temat tej maszyny


Cóż wybrałam?
SilverCresta siłą rzeczy nie mogłam kupić, a szkoda, bo zrobiłabym to od razu. Jestem niecierpliwa i nie chciałam czekać nie wiadomo ile zanim się ten model w Lidlu pojawi. Mam w brzuchu małego lokatora, który za 3 miesiące mamusi za bardzo nie da czasu na szycie - musiałam mieć coś już teraz!
Janomki momo, że całkiem przyzwoita, nie wybrałam, bo tak mi mówiła intuicja... "Nie bierz Japoneczki, weź solidną Niemkę..." (choć wyprodukowaną w Wietnamie)

Więc wybrałam Singerkę 3221. Stwierdziłam, że zaufam marce i zobaczymy co z tego będzie. Bardzo lubię jednostopniowy automat do dziurek - mundurów szyć nie będę, ale miło jest po prostu nacisnąć pedał i patrzeć jak magia sama się wydarza :)
Testuję ją od 2 tygodni i nie zawiodła mnie póki co :P Ale jeśli mi się tylko  popsuje w tych dwóch latach gwarancji albo zaraz po upływie 2 lat to... niech lepiej nie próbuje :P
Więc do końca miesiąca zaciskam pasa i robię ładne oczy do mojego ukochanego :)
I jeszcze moja maszyna w naturalnym lisim środowisku życia:




A teraz moja osobista nutka goryczy, którą rozumie także Szyję bo Chcę
czyliii...

PROMOCJA od 30.07 W LIDLU NA SINGER TRADITION 2282 (klik)


Tak tanio...
Tyle funkcji...
3 lata gwarancji...
A ja 2 tygodnie temu kupiłam maszynę do szycia, 200zł droższą, która na pierwszy rzut oka niczym się od tej nie różni :D Ba! Ta lidlowa ma nawet więcej ściegów :)

Ale szybko się otrząsnęłam, bo nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem :)

Poza tym jest parę rzeczy dla mnie podejrzanych, które raczej zniechęcałyby mnie do zakupu.

Parę rad Lisa z doświadczeniem w handlu i zarządzaniu sprzedażą elektroniki:

W internecie znalazłam mało informacji, komentarzy, opinii o tej maszynie od użytkowników. Może to oznaczać, że ten model jest specjalnie dla Lidla wyprodukowany za grosze w Chinach i zwyczajnie będzie przez to awaryjny...

Ten model był w promocji Lidla rok temu jakoś w sierpniu/wrześniu, ale kompletnie nie ma recenzji użytkowników tej maszyny w internecie. Nie ma go też na stronie polskiego dystrybutora marki Singer czyli Arka AGD Radom. Wniosek? Według mnie prawdopodobnie dystrybucja zagraniczna specjalnie dla Lidla, a zatem wszelkie reklamacje to wysyłka za granicę. Gdzie? Ciężko powiedzieć. Pracownicy Lidla też chyba nie będę mieli na ten temat pojęcia. Można mieć tylko nadzieję, że bedzie to Europa a nie np. Azja...

Poza tym Singer w Polskim serwisie Arka AGD Radom daje zawsze 2 lata gwarancji. Lidl daje 3 lata - kolejny wniosek potwierdzajacy wcześniejsze obserwacje: reklamacji nie realizuje polski serwis - reklamacje realizowane są indywidualnie przez Lidla i ewentualne wymiany podzespołów w przypadku awarii nie muszą być realizowane na oryginalnych częściach. Jak działa serwis Lidla? Nie wiem, ale miałam do czynienia z wysyłką sprzętów (w moim przypadku elektroniki, laptopów, komputerów itp.) na reklamację. To nie są szybkie realizacje jeśli sklep sam realizuje gwarancję nie korzystając z autoryzowanych serwisów (tym bardziej gdy wysyła sprzęt reklamowany za granicę).

Z jednej strony to za takie pieniądze to aż żal nie kupić (jeśli ktoś się nosi z zamiarem zakupu) :)

Choć może warto poczekać miesiąc na SilverCrest? W internecie aż huczy od opinii, że Silverka niedługo będzie w Lidlach :)



03:37

Spódnica z koła na gumce

Spódnica z koła na gumce
Tak mnie rozochociły te dwie poszewki na poduszkę, ze zapragnęłam uszyć coś bardziej skomplikowanego, ale... nie z bardzo :)

Może spódniczkę? Może z koła?
Gdzieś w internecie przemknął mi pewnego razu tutorial z takową spódnicą i pomyślałam, ze to moe być dobry strzał

Niestety wszystkie jakie widziałam miały sztywny pas i wszyty zamek (do tego kryty!) - a to zupełnie odpadało...
Po pierwsze dlatego, że w ciąży moja talia z wklęsłej zrobiła się wypukła ;) A po drugie dlatego, ze nie chciała od razu się rzucać na wszywanie zamków.
Pozostała wiec opcja spódnicy na gumce i tak oto wyglądały moje zmagania twórcze:

1. Przede wszystkim ustalenie wymiarów.
Długość: Moja spódniczka miała być przed kolano więc jakieś 35cm - zakładając, że jeśli na gumce to nosze ją na biodrach. Plus 2 cm na szwy czyli 37cm
Szerokość: mierzona w najszerszym miejscu czyli... w pupie. Szczególnie jeśli robimy spódnicę ze sztywnej nierozciągliwej tkaniny tak jak w moim przypadku. Plus minus 95cm. Dodajemy 2 cm na szwy czyli 97cm.

2. Szczypta matematyki:

Materiał składamy na cztery części
Mamy obwód, ale nie mamy promienia, a on będzie nam potrzebny aby zrobić wykrój.
Korzystamy z przekształconego wzoru:
Czyli u mnie to wyglądało tak: r = 97/2*3,14 =  97/6,28 = 15,5 cm
Długość całkowita = 37 + 15,5 = 52,5cm

EDIT: zamiast się głowić i liczyć to dzięki Mgiełce Ściegiem do celu dowiedziałam się o specjalnej stronie z kalkulatorem który... przelicza wszystko za nas! klik

3. Odrysować i wyciąć

Najpierw cały materiał dokładnie wyprasować - ordnung muss sein ;) !
Potrzebne mi było tylko mydełko krawieckie i centymetr.
Na zdjeciu widać jak zostawiłam sobie spory zapas materiału na szew u góry.



A po rozłożeniu mamy takie oto dwa kawałki materiału.
Od razu wycięłam sobie paseczek szerokości gumki (plus zapas na szwy) o długości nieco większej niż mój obwód w biodrach:

4. Szycie!

Najpierw wykańczamy brzeg spódniczki.
Wiem, że jestem żółtodziobem, ale może właśnie dlatego uważam, że szpilkowanie i prasowanie to najlepsze co mogę zrobić aby ułatwić sobie pracę.
I zszywamy ściegiem prostym:


Następnie przykładamy materiał prawa strona do prawej i zszywamy boki spódnicy.
Ja od razu obrzuciłam zygzakiem obwód w biodrach (sama nie wiem czy nie lepiej było po prostu od razu wszyć pasek, aa zygzakiem obrzucić boki, może podpowiecie co lepsze?)


I wszywamy pasek. Najpierw przymierzyłam gumę i spięłam szpilkami w odpowiedniej odległości, żeby na pewno się zmieściła.
I ostatnie bziuuum na maszynie:



A efekt końcowy wygląda tak:




W białej buzce, face2face z obiektywem nie widać mojego brzucha! Ale zapewniam, że on tam jest... całe 90 cm w obwodzie :)

Proszę o komentarze, cenne uwagi, podpowiedzi, rady - za każdą jestem wdzięczna!

07:33

Pierwsze lisy za kulisy...

Pierwsze lisy za kulisy...
Pierwszy wpis!

Sama nie wiem od czego zacząć dlatego podzielę tego posta na... podpunkty. Żeby było jaśniej i przejrzyściej. Zawsze kiedy nie wiem w co ręce włożyć robię sobie listę. Prostą listę z punktami "Do Zrobienia" i zawsze działa. A więc do dzieła!

1. Kto ja?

Ja jestem taki "all in one". Kobieta pracująca w firmie branży IT choć z wykształcenia jestem filmoznawcą (tak... można powiedzieć również, że krytykiem filmowym - jakkolwiek złowieszczo to brzmi). Jestem po prostu kinomanem/filmolubem/maniakiem filmowym - jak zwał tak zwał.
Całe życie mieszkałam w mieście, żeby parę lat temu wynieść się na wieś, uprawiać ogródek warzywny, plewić, sadzić, zbierać, słoikować. I wiecie co? KOCHAM TO. Nie ma lepszego resetu dla ciała i umysłu niż świeże powietrze, natura i trochę grzebania w ziemi.
A najlepszą nagrodą są później organiczne, zdrowe warzywa i owoce bez chemii :)

Jestem też w ciąży. W tym momencie w szóstym miesiącu, więc za około 3 miesiące zostanę mamą.
Podobno brzuch mam mały to też niektórzy myślą, że po prostu najadłam się gruszek ;) Ale prawda jest taka, że Henio jest już w drodze. Nie mogę się doczekać!


2. I co ja robię tu?

Tak na prawdę to sama nie wiem kiedy do głowy wpadła mi myśl, że chcę szyć. Chyba parę miesięcy temu. Od tamtego czasu przewertowałam wiele blogów w poszukiwaniu inspiracji. Skutkiem ubocznym takiego działania była narastająca obsesja pod tytułem: "Musze kupić maszynę do szycia!". Sam wybór marki i modelu okazał się ogromnym przedsięwzięciem... Oj... lekko nie było, ale...
Kupiłam.
5 dni temu :)
I jest to Singer 3221.
Ale o maszynie kiedy indziej.
Wcześniej nie miałam do czynienia z żadną maszyną do szycia. Moja mama miała (i ma do dziś!) ogromnego, ciężkiego, trzydziestoletniego Łucznika, który już ładnych parę lat temu szwankował. Dlatego też jako dziecko i nastolatka nie mogłam się "bawić w szycie", bo choćby przypadkowo mogłam coś poważnie popsuć, a to była jedyna maszyna w domu. A to czyniło ją cenną - tylko mama na niej szyła.

3. Mój pierwszy twór

Co by tu uszyć, żeby nie było zawodu w razie jak coś sknocę?
Odpowiedź była oczywista, Poszewkę na poduszkę!

Tym bardziej, że dwa jaśki z Leroy Merlin czekały już zdecydowanie za długo świecąc swoją flizelinową nagością. Poza tym wszelkie próby przytulenia się lub drzemki na takim jasiu skutkowały zjedzeniem paru gramów kłaczków owej flizeliny...

Szybka wycieczka do szafy na strych. Cel był jasny - najbardziej brzoskwinowo-pomarańczowy materiał jaki znajdę (miał pasować do pokoiku gościnnego). Et voila!


Prosty model na zakładkę - zamki błyskawiczne to jeszcze nie mój poziom wtajemniczenia.
Dodałam da perłowe guziczki, gdyż moja maszyna zaopatrzona jest w funkcję jednostopniowego, całkowicie automatycznego obszywania dziurek - aż żal nie skorzystać :)


Wymiary poduszki 40x40. 
Więc po prostu wycięłam prostokąt o wymiarach 42x90 - zostawiając zapas na szwy i rzeczoną zakładkę.
Nic prostszego, a efekt końcowy, choć nie jest idealny sprawił, że cieszyłam się jak dziecko! 
Od razu uszyłam i drugą, ta już poszła lepiej :)

4. Mój drugi twór

Wpadłam w amok. Musiałam jeszcze coś uszyć!
Coś potrzebnego, coś praktycznego...
Jest!
Igielnik na nadgarstek!
Tutorial znajdziecie tu: klik u Long Red Thread - mojej absolutnej szyciowej guru.

A oto mój koślawy kwiatuszek:


Nie jest ani super ładny, ani powalająco uroczy.
Ale spełnia swoją funkcję doskonale.
A że jestem wielką maniaczką szpilek - spinam dosłownie wszystko, wszędzie, kiedy się da, to taki igielnik jest nieoceniony! 


Myślę, że ochów i achów na dzisiaj wystarczy.
W każdym punkcie tego wpisu pałam  radością szycia.
Beginners joy!!
Copyright © 2016 Lisie Szycie , Blogger